Dawno mnie tu nie było. Wiele się działo. Pozytywne emocje.
Po pierwsze, kurs u
Ani. Pierwszy raz usiadłam do patchworku. Dzięki przemiłym Ani i Marzenie udało mi się pozszywać luźne kawałki plączące mi się dookoła maszyny.
Kurs przygotowany profesjonalnie a przy tym czułam się tam jak u siebie w domu. Ciepłe, miłe, cierpliwe, pomocne, dla każdej z nas miały tyle czasu ile potrzebowałyśmy. Niektóre dziewczyny dawały sobie całkiem nieźle rade jak na pierwszy raz. Ja potrzebowałam więcej opieki (widocznie jestem mało sprawna) :). Ale obiecuję solennie, następnym razem będę wszystko prasowała bez ponaglania i przypominania, Marzenko!
.....
Jak tylko wyprasuję pracę, zrobię zdjęcie i pochwalę się wszem i wobec.
A na razie piękna makata Ani
Ogrody Paula Klee
Po drugie, odrobiłam lekcję needlepointową:
Pod czujnym okiem
Czyżby coś nierówno kiciu?
Po trzecie, znowu zrobiłam
chinkali, moje ulubione danie gruzińskie.
Dla tych, którzy jeszcze nie jedli gorąco polecam. Najsmaczniejsze oczywiście z mięskiem ale pyszne są również z grzybami i kapustą jak również serem, ziemniakami i cebulką. Mniam. Koniecznie kolendra do środka! Gruzini wszędzie gdzie to możliwe dodają tę roślinkę.
Pierożki dla rodzinki a dla gości....
kolejka, wszyscy grzecznie czekamy...
najpierw sikorki, to dla nich pestki słonecznika
teraz w kolejce czeka czyżyk

i młodziutki dzwoniec próbuje..

no niestety... sikorka bogatka czuje się tu jak u siebie a gości dzisiaj nie przewidziała.
c.d. nastąpi